wtorek, 23 lutego 2016

Rozdział 2- Czy ja śnię czy na świecie naprawdę istnieją ideały takie jak on?

Kiedy Simon, mój kolega-satyr oprowadzał mnie po obozie, w końcu dotarliśmy do areny szermierczej.
Zajęcia prowadził jakiś wysoki blondyn. Kiedy się odwrócił, zamarłam. Jego oczy... nigdy nie widziałam takich pięknych, niebieskich oczu... A kiedy te oczy na mnie spojrzały, straciłam czucie w nogach.
Podszedł do mnie i się zapytał:
-Ty jesteś ta nowa? Jestem Luke.- podał mi rękę, uśmiechając się przy tym  ujmująco. Juz się zakochałam w tym uśmiechu, w tych oczach, w jego włosach. Dostrzegłam bliznę rozciągajacą się pomiędzy kącikiem ust o połowa policzka.
-A ja Monica. Istotnie, w Obozie jestem dopiero parę godzin.- i znowu się tak czarująco uśmiechnął.- Widziałeś może Simona?- dopiero teraz zauważyłam,  że nie ma przy nas satyra.
-Tego od Apollo, od Hermesa czy Simona satyra?
-Satyra.
-Siedzi nad jeziorem.- wskazał Simona flirtującego z jakąś nimfą na pomoscie.
Podeszłam do niego.
-Za 2 godziny będzie kolacja.- powiedział.-Lepiej zabierz swoje rzeczy z Wielkiego Domu do domku nr 11. Jego właścicielem jest Hermes, bóg podróżników.Zdążysz się rozpakować i przywitać z nowymi znajomymi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz